tu jesteś: strona główna > pressroom 

Pressroom

2009-12-10
O dwóch takich, co stworzyli Ganta

Z małego rodzinnego interesu Gant przekształcił się w czołowego dewelopera w kraju. Swój sukces zawdzięcza działom sprzedaży i marketingu oraz świetnemu wyczuciu potrzeb rynku. W dobie kryzysu zaskakuje rynek swoją determinacją. Na przyszły rok zapowiada 15 nowych inwestycji.

Przyszły lider w branży deweloperskiej zaczynał swoją przygodę w biznesie od działalności finansowej. Pomysłodawcami i głównymi założycielami Ganta byli dwaj bracia: Karol i Grzegorz Antkowiakowie. Po kilku latach działalności w branży kantorowej uznali, że ich miejsce jest w wielkim biznesie. Wybór padł na deweloperkę. Dzisiaj wiemy, że okazało się to strzałem w dziesiątkę.

 

- Postanowiłem, że zbudujemy ogólnopolską firmę, że będziemy obecni we wszystkich większych miastach. Szło nam nieźle, choć dopiero się rozkręcaliśmy – opowiada Grzegorz Antkowiak, zasiadający obecnie w Radzie Nadzorczej Ganta.



Wszystko zaczęło się w Legnicy. Tutaj Grzegorz Antkowiak stawiał swoje pierwsze kroki w biznesie. Początkowo jednak nic nie wskazywało na to, że będzie miał do czynienia z wielkimi finansami. Swoją pierwszą poważniejszą pracę rozpoczął w Wojskowym Instytucie Techniki Inżynieryjnej we Wrocławiu. Tam zajmował się m.in. badaniami nad systemem sztucznej inteligencji stosowanej.. w minach. Jej główną zaletą było to, że potrafiła odróżniać czołgi przyjacielskie od wrogich. To pionierskie rozwiązanie utknęło jednak w fazie prototypu, z uwagi na brak możliwości technologicznych w komunistycznej Polsce. Dla otwartego umysłu Antkowiaka wojskowe struktury okazały się jednak za ciasne i porzucił karierę naukową.
Nadchodziły nowe czasy. „Żelazna kurtyna” powoli zaczynała się wznosić. Wraz z odejściem komunizmu, gospodarka socjalistyczna ustępowała miejsca zachodnim modelom gospodarki rynkowej. Młodym ludziom z pokolenia Antkowiaka, pełnym energii i pomysłów, szybko zaświtało w głowach: „A może by tak założyć własny biznes?”

 

- Wszyscy mieliśmy równe szanse, liczył się pomysł i odwaga. Kapitał na start nie miał takiego znaczenia. Ważne było, jak się zaczynało, a nie z czym. Pomysłów były miliony. Konkurowaliśmy wówczas na zdolności, a nie na CV jak teraz – wspomina Grzegorz Antkowiak.

 

Od zera do dewelopera


Pewnego dnia, stojąc w kolejce do kantoru zdał sobie sprawę, jak duży dzienny zarobek „wpada do kieszeni” jego właściciela. Postanowił sam spróbować. W wieku 28 lat zakłada wraz z bratem, spółkę Gant. Rok później, zgromadziwszy nieco oszczędności, zakłada swój pierwszy kantor w Legnicy przy ulicy Rynek 28 (w tej chwili cała kamienica należy do Ganta, gdzie znajduje się siedziba spółki). Do interesu szybko „wciąga” rodzinę: żonę, brata, siostrę i ojca. Początki nie były łatwe. W niewielkich rozmiarów kantorku tłoczyło się kilka osób. Pracowało się również w terenie. Codziennie „szpiedzy” biegali po mieście sprawdzając ceny u konkurencji. Chodziło o to, żeby zawsze wyprzedzać o krok rywala, by jak najpóźniej zorientował się, że ceny zdążyły się zmienić.

 

- Bywało, że kupowałem dolara we Wrocławiu za 6 tys. zł, a gdy po godzinie dojechałem do Legnicy, okazywało się, że tam był jeszcze po 7 tys., bo nikt nie zdążył się zorientować, że ceny spadły. Wtedy, w latach raczkującego kapitalizmu wielu chciało zarabiać dużo i szybko – tłumaczy Antkowiak.

 

Rodzinna firma z czasem postawiła jednak na strategię długofalową, zakrojoną na lata: tworzenie marki, niska marża, kuszenie niskimi cenami. W latach 1993-95 powstają kolejne kantory: w Świdnicy, Dzierżoniowie, Jaworze, Głogowie i Lesznie. Sieć rozwijała się na tyle szybko, że skutecznie mogła rywalizować już na rynku wrocławskim, gdzie postawiła kolejny kantor. Przez kolejnych 19 lat biznes kantorowy miał zapewniać rodzinie Antkowiaków regularne zyski rzędu 2 mln zł rocznie. Dla niedoszłego naukowca nie było to jednak szczytem ambicji.

 

- Czułem, że to mi już nie wystarcza, że brak mi nowych wyzwań, na większą skalę. Kantory przynosiły stabilne zarobki, ale 2 mln zł rocznie były ich górną granicą. Chciałem prowadzić poważny biznes, z rozmachem – wspomina Antkowiak.

 

Szybko dochodzi do wniosku, że branża deweloperska spełnia właśnie te oczekiwania. Bierze się więc ostro do pracy. W 1998 r. wprowadza Ganta na Giełdę Papierów Wartościowych. Dwa lata później spółka realizuje swój pierwszy projekt, którym był budynek wielorodzinny we Wrocławiu. Twórca nowego core biznesu dla spółki dziś przyznaje, że nie było to zadanie łatwe. Okazało się, że zasad prowadzenia sieci kantorów, nie dało się wprost przenieść na sektor budowlany. Tu czekała masa pułapek. Podwykonawcy nagminnie przywozili towar gorszej jakości, nie wywiązywali się z terminów albo wręcz brali zaliczki i znikali – można było utopić masę pieniędzy,

jeśli zawierane umowy nie były zabezpieczone gwarancją wykonalności. Grzegorz Antkowiak wyszedł jednak z tej lekcji cało. Był zmęczony, ale również zafascynowany nowymi możliwościami, jakie daje branża deweloperska.

 

- Postanowiłem, że zbudujemy ogólnopolską firmę, że będziemy obecni we wszystkich większych miastach. Szło nam nieźle, choć dopiero się rozkręcaliśmy – przyznaje Antkowiak.

 

Recepta na sukces


Tamte słowa okazały się być prorocze. Dzisiaj Gant Development to firma zatrudniająca kilkaset osób. Zrealizowała z powodzeniem kilkanaście inwestycji mieszkaniowych i komercyjnych. Obecna jest w sześciu polskich miastach. Jej roczny zysk netto dochodzi do 100 mln zł (94,03 mln zł w 2008 r.). W niecałe 10 lat, z lokalnej spółki kantorowej, stała się czołowym deweloperem w kraju. Co właściwie zdecydowało o tym, że Gant zapracował sobie na taką pozycję?
   
- W naszej ofercie przeważają mieszkania z segmentu popularnego, zazwyczaj małe i średnie, czyli takie, jakich aktualnie (w czasach spowolnienia gospodarczego – red.) poszukują klienci. Wiele inwestycji jest ukończonych – często ze spłaconym kredytem i pozwoleniem na użytkowanie. To zapewnia najwyższe możliwe bezpieczeństwo transakcji, bo klient może podpisać umowę w formie aktu notarialnego i odebrać gotowe mieszkanie. Doceniają to nasi klienci. Zawsze długo przyglądamy się działkom pod zabudowę, żeby mieć pewność, że inwestycja będzie miała wysoką stopę zwrotu. Staramy się również o takie projekty, na które będziemy mieli pewność, że otrzymamy finansowanie – zdradza Karol Antkowiak, współzałożyciel i zarazem wiceprezes Ganta.

 

Dobrą sprzedaż zapewnia spółce również dywersyfikacja pod względem geograficznym. Jeśli, któryś z rynków lokalnych zwalnia, generuje sprzedaż na pozostałych. Wiceszef Ganta zaznacza również, że niewątpliwy swój udział w sukcesie spółki mają działy sprzedaży i marketingu.

 

- Gant posiada liczne biura sprzedaży ulokowane nie tylko w pobliżu inwestycji, ale także w bardzo ruchliwych miejscach takich jak Centra Handlowe (Magnolia, Marino we Wrocławiu czy Manhattan w Gdańsku – przyp. red.). Staramy się nie czekać na klientów, tylko aktywnie ich poszukiwać. Do tego skutecznie wykorzystujemy najlepsze w tej chwili medium, jakim jest internet. W dziedzinie marketingu poszukujemy niestandardowych form reklamowych. I wreszcie. Nie koncentrujemy się na bezpośredniej konkurencji. Raczej staramy się pobudzać popyt na rynku i wsłuchiwać się w potrzeby i oczekiwania naszych przyszłych klientów – wyjaśnia wiceprezes.

 

15 nowych inwestycji!


Przyszli klienci na pewno będą mieli, z czego wybierać. Co prawda końcówka roku nie jest dla spółki najlepsza, z uwagi na sygnalizowany wcześniej spadek podaży. Gant zamierza jednak w przyszłym roku rozpocząć, aż 15 nowych inwestycji i podwoić w ciągu 2-3 lat liczbę oferowanych mieszkań. Przedstawiciele spółki poinformowali, że aktualnie spółka realizuje osiem projektów, włącznie z warszawskim, które mają łącznie 80 tys. mkw powierzchni mieszkalnej. Kolejnych 15 inwestycji planowanych jest na 2010 r. (o łącznej powierzchni 134 tys. metrów kwadratowych). Większość z nich to mieszkania z segmentu popularnego, ale Gant zamierza również zbudować osiedla domów jednorodzinnych. W grudniu 2009 roku ma się rozpocząć pierwszy etap inwestycji przy ulicy Sokołowskiej w Warszawie. Gant planuje również budowę centrum handlowego w Krakowie i Bogatyni oraz biurowców w Krakowie, Wrocławiu i Warszawie. Spółka myśli również o budowie akademika. Plan na finansowanie już ma.

 

- Chcemy pozyskać 150 mln zł z trzech źródeł. Około 50 mln zł z emisji prywatnej i emisji z prawem poboru, 50 mln zł z emisji obligacji oraz 50 mln zł ze sprzedaży mieszkań. Myślę, że  w I kwartale 2010 r. będziemy już dysponować tym kapitałem – uznał Grzegorz Antkowiak.

 

Zarząd Ganta przewiduje, że liczba mieszkań w sprzedaży, wynosząca obecnie około 600 sztuk, na koniec tego roku ma sięgnąć 1370. W 2010 r. dzięki nowym projektom liczba mieszkań w ofercie ma wzrosnąć do 2,1 tys., a w latach 2011–2012 dojść do 3 tys.

 

W III kwartale Gant Development miał 14,75 mln zł skonsolidowanego zysku netto wobec 11,81 mln zł zysku rok wcześniej. Skonsolidowane przychody wyniosły 92,22 mln zł wobec 8,78 mln zł rok wcześniej. Narastająco, po trzech kwartałach spółka miała 61,42 mln zł skonsolidowanego zysku netto wobec 2,57 mln zł zysku rok wcześniej, przy przychodach odpowiednio 318,01 mln zł wobec 31,80 mln zł.